SZAMAnizm

Być może ten wpis powinien powstać pół roku temu, kiedy zakładałam bloga, ale przecież nigdy nie jest za późno 😉 Mój sposób gotowania często dziwi i z pewnością daleko mu do tradycyjnego. Przyznaję też, że nie każdemu moje potrawy przypadną do gustu – bo mało cukru, bo mało soli, bo jakoś dużo przypraw o dziwnych nazwach (ale sumak? ale czarnuszka? będzie się to dało zjeść?) Moja kuchnia ma jednak genezę w pełni naturalną i wynika z samoobserwacji i kierowania się intuicją… Być może mogłaby się więc plasować gdzieś na granicy SZAMAnizmu 😉

Jeszcze kilka lat temu nie czułam się dobrze ze swoim ciałem. I nie mam tu na myśli swojej figury, lecz samopoczucie. Często mój tryb życia był podporządkowany a to chorym zatokom, a to dolegliwościom trawiennym. Kiedy więc zostałam szefem swej własnej domowej kuchni zaczęłam obserwować swój organizm i jego reakcje na dostarczane mu pożywienie… zaczęły się pojawiać pierwsze modyfikacje, a półka z przyprawami rozrastała się w niewyobrażalnym tempie. (Co więcej… wciąż rośnie w siłę.)  Szczególnie ważną rolę pełnią w mej kuchni rozgrzewające, korzenne przyprawy, które działają cuda! Ale okazało się, że nie tylko w przyprawach tkwiła tajemnica i nie tylko przyprawy sprawiają, że tradycyjna kuchnia polska jest mi jednak daleka i nie wpływa na mnie dobrze. Okazało się, że zamieniając biały makaron i białą mąkę na pełnoziarniste, a ziemniaki na kasze różnej barwy i faktury czuję się o niebo lepiej! Czym baczniej obserwowałam reakcje swego ciała, tym więcej niuansów dostrzegałam. Nigdy nie zapomnę, jak odkryłam, że nie muszę omijać jabłek szerokim łukiem. Mimo, że owoce te są przepyszne zawsze byłam ostrożna w ich jedzeniu, ponieważ kończyło się to dla mnie bólem i zniechęcało do wszelkich aktywności. Kiedy jednak cała moja dieta uległa zmianie, a jabłka umieściłam w odpowiednim miejscu jadłospisu, czyli przed posiłkiem, mogę się nimi bezkarnie zajadać!

Na tym jednak nie koniec! Kiedy zauważyłam moc tkwiącą w diecie uczyniłam z niej sprzymierzeńca w walce z wiecznymi przeziębieniami, chorymi zatokami, anginami, które kiedyś nie dawały mi żyć i odpuszczały jedynie kiedy panowały pełne upały. Niestety latami kilka razy w ciągu roku faszerowałam się antybiotykami… Wraz ze zmianą diety i wraz z odkrywaniem niesamowitych właściwości roślin i z tym sobie teraz radzę. (Na przykład TAK) Oczywiście, czasami przy spadku formy złapie mnie jakieś paskudztwo, ale szybko i sprawnie udaje mi się je stłamsić i nie muszę wizytować w przychodni, w celu uzyskania magicznej karteczki na chemiczne pigułki. W nasz „zachodni” sposób patrzenia na chorobę wkradł się niebezpieczny błąd poznawczy. Traktujemy ją jako zewnętrznego wroga, który nas atakuje i którego musimy – siłą nowoczesnych technologii – zwalczyć… Zresztą błąd ten dotyczy stosunku do natury w ogóle… a przecież jesteśmy jej częścią. Nasze ciało również nie jest wrogiem, z którym ma się zmagać nasz superinteligentny umysł. Dlatego też potrzebuje ono dużo czułości i uwagi. Choroby nie mają charakteru czysto zewnętrznego. Przecież nawet pewne schorzenia ze swej natury genetyczne potrzebują odpowiedniego środowiska, aby zwiększyć swe szanse na ujawnienie swych mocy. Dlatego tak ważna jest dieta, aktywność fizyczna (ja dla siebie znalazłam jogę)… Zamiast walczyć ze swoim ciałem, czyli ze sobą, warto zawrzeć z nim pakt i podjąć współpracę w postaci profilaktyki.

Oj tak, wiem… tu się mogą pojawić opory… że bez soli to przecież niedobre, że jak to takie niesłodkie ciasto… ale spokojnie mózg jest na tyle elastyczny, że sobie z tym poradzi 😉 chętnie nas wesprze w trosce o zdrowie i się przeprogramuje, pozmienia istniejące ścieżki na nowe 🙂 A na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że na prawdę warto! I przy tym wszystkim nie muszę być bezwzględna. Dzięki temu, że codziennie troszczę się o swoje ciało ono mi się odwdzięcza i wybacza okazjonalne grzeszki, kiedy na przykład zachce mi się tradycyjnej pizzy na białej mące 😉 Na prawdę warto się zatroszczyć o siebie i pobawić w SZAMAnizm 🙂

Zmiana nawyków żywieniowych

Some pieces of advice from articles: NLP Weight Loss and Habit Stacking: How to Build New Habits by Taking Advantage of Old Ones in polish.

Nie uważam się za specjalistkę od odchudzania, na szczęście nigdy nie byłam zmuszona osobiście interesować się tematem. Z myślą o bliskiej osobie postanowiłam jednak poszukać wskazówek dotyczących zmiany nawyków żywieniowych. Okazało się, że szybko znalazłam coś co mnie przekonuje! Dlaczego? Bo nie wiedząc o istnieniu NLP sama w ten sposób zmieniłam swój sposób odżywiania i z osoby uzależnionej od słodyczy stałam się miłośniczką zdrowego żywienia. Czyli metoda jest wypróbowana i osobiście ją zatwierdzam – znakiem jakości „Conscious and Creative Cooking” 😉

Metoda polega na zmianie nastawienia do konkretnych produktów żywnościowych, czyli przekonaniu siebie, jak niedobre są kaloryczne rzeczy. I nawet nie o kwestie smakowe tu chodzi, tylko o to, żeby uzmysłowić sobie ich skład. Zwizualizuj sobie ile tłuszczu i cukru zawierają oraz popatrz jak się one rozprzestrzeniają w Twoim ciele i odkładają w żyłach. Przeczytaj ich skład i zobacz jaskrawe chemiczne substancje, które mogą w podejrzany sposób wpływać na Twoje ciało. Oczywiście najlepiej to robić w czasie jedzenia np. lodów czy tłustego kawałka mięsa z sosem, albo gdy sięgasz po ciastko 😉 W końcu skutecznie przekonasz siebie, że słodycze i tłuste mięso są niedobre i patrząc na bezę lub hamburgera będziesz widzieć kostkę tłuszczu 😉 Przekonasz się, że się będziesz krzywić 😉

W przypadku zdrowych produktów należy postąpić w sposób odwrotny, czyli doszukiwać się pozytywów. Wyobrazić sobie jak twoje czerwone krwinki się cieszą, kiedy dajesz im buraka – popatrz: normalnie skaczą z radości i ci dziękują! Zobacz jak nagle stają się bardziej czerwone i ze zdwojoną prędkością biegną dostarczyć żelazo i inne cenne składniki do Twoich organów.

Myślę, że to samo można zrobić z ilością jedzenia, tzn. co do wielkości zjadanych porcji. Kiedy masz ochotę na jeszcze jeden kawałek ciasta po wigilijnej kolacji – popatrz oczyma wyobraźni na swój żołądek – jak się zwija, jak w nim wszystko bulgocze i nie może sobie poradzić z taka ilością jedzenia. Przecież on tam prawie płacze i myśli: „Dlaczego mi to robi? przecież tak bardzo chcę dobrze służyć, trawię jedzonko, żeby z niego wyłuskać to co potrzebne i przekazać dalej. Dlaczego więc mnie karze?” Poczuj i powiedz sobie jak bardzo już się czujesz najedzony! Co więcej – powiedz to nagłos innym osobom przy stole, wtedy mocniej w to uwierzysz.

Natomiast kiedy uda Ci się powstrzymać i zjeść porcję akuratną i zdrową znów popatrz na swój żołądek i zobacz jak się cieszy: „Wow! jaki pyszny obiadek! I jaka akuratna porcja! Teraz to będę mógł się efektywnie tym zająć! Ale czad!”

*(W materiałach źródłowych opis jaki dokładnie proces zachodzi wtedy w mózgu).

Oczywiście jak każdą metodę, trzeba ją ćwiczyć żeby zadziałała. Nie wystarczy, że raz na jakiś czas, kiedy sobie przypomnisz, pomyślisz w ten sposób. Musisz to robić systematycznie i z rozmysłem.

Niedawno czytałam ciekawy artykuł jak budować nowe pozytywne nawyki, który w tym aspekcie może się przydać!

Mianowicie, chodzi o to, że nowe nawyki łatwiej się buduje, kiedy nadbudowuje się je nad już istniejące. Mózg nie musi wtedy tworzyć zupełnie nowych ścieżek, tylko korzysta z już istniejących i dużo szybciej je sobie przyswaja. Należy więc umieścić nowy nawyk w codziennej rutynie. Mózg jednak nie da się oszukać jeśli od razu zaczniesz od czegoś wielkiego, do czego trudno Ci się będzie zmusić. Najlepiej zacząć od malej dawki i systematycznie ją zwiększać.

I znów: certyfikat „Conscious and Creative Cooking” przyznany! Tak właśnie nieświadomie udało mi się wprowadzić medytację do codziennego grafiku, jako element szykowania się do pracy: prysznic – śniadanie – ubiór – medytacja. Jest utworzony rutynowy ciąg i działa! Ale kiedy na początku stwierdziłam, że będę wstawać 40 min wcześniej, żeby medytować przez 40 min… Zapomnij 😉 oczywiście, że nie zmusiłam się do wstania w środku nocy o godzinie 4.20. Jednak gdy zmodyfikowałam plan i uczyniłam go bardziej racjonalnym – 20 min. medytacji to zawsze coś – od razu się udało!

W ten oto sposób możesz włączyć w grafik 20 min. porannej gimnastyki. A co do jedzenia, włącz w rutynę refleksję nad tym co jesz do każdego posiłku – niech to się stanie tak naturalne, jak otwieranie lodówki!

Oczywiście, nie ma metod uniwersalnych – każdy musi znaleźć na siebie skuteczny trik. Ale może akurat ta okaże się dla Ciebie skuteczna. Życzę Ci powodzenia 🙂

Materiały źródłowe po angielsku: